Historyjka z życia

Jesień to okres kiedy mam mniej pracy fizycznej. Po sezonie zawsze muszę zabezpieczyć sprzęt na zimę, oraz dokonać drobnych napraw. Zawsze też chcę odpocząć około miesiąca po aktywnie przepracowanym okresie.  Nadwyżkę wolnego czasu staram się przeznaczyć na relaks i pasję. Ostatnio kilka razy wybrałem się na ryby. Na jedną konkretną eskapadę zabrałem znajomego. Nie kolegę, bo ze względu na różnicę wieku jest to po prostu znajomy. Nie lubię z nim jeździć bo jest strasznym bałaganiarzem i pomimo młodego wieku za bardzo próbuje mną dyrygować. Dla mnie jest jasne że to on jeździ ze mną a nie jeździmy razem i nie  ja jeżdżę  z nim. Dlatego to ja wybieram miejsce, łowisko czas wyjazdu i czas powrotu. Zawsze się z nim różnię o tego typu detale bo pomimo faktu że jedziemy moim samochodem, to on chce decydować, ale nie potrafi tego zrobić w sposób rozsądny tylko stawia swoje żądania. Zapewne tak jest nauczony postępować w domu.  Znajomy zaraz po wejściu do mojego samochodu rzucił na tylne siedzenie  swoje dwie torby bawełniane z nadrukiem. Ponieważ nie były one w żaden sposób zamknięte więc od razu cześć asortymentu wędkarskiego znalazło się bezpośrednio na błyszczącym skórzanym fotelu audi. Poprosiłem go żeby jego zabawki do połowu znalazły się na powrót w torbie bawełnianej. Bo mi haczykami podziurawi fotele. Lolek ponieważ pochodzi z bogatego domu, ma w sumie wszystko od rodziców i nie musząc się martwić w życiu uczniowskim o cokolwiek obrzucił mnie tylko dziwacznym spojrzeniem i odparł. – Coś Ty, przecież to mocnym materiał. Generalnie nie pytałem go co on o tym myśli. W zasadzie to nie interesowało mnie wcale jego zdanie na ten temat. Chciałem aby po prostu z siedzenia w samochodzie pozbierał haczyki. A on miał inny plan. Chciał je pozbierać albo i nie dopiero po dojechaniu na miejsce docelowe. Powtórzyłem mu moje polecenie głośniej i wyraźniej. Tak aby zrozumiał że nie dyskutuje z nim, i nie interesuje mnie jego teoria. Dodałem że może na drogę te haczyki wbić sobie w swoje  koszulki z nadrukiem których zabrał na drogę kilka, aby nie zmarznąć na łodzi podczas szukania sandaczy i okoni. Jednak moje argumenty były na nic bo szybko zmienił temat na docelowe jezioro naszej wyprawy. – Pojedziemy nad Piaseczno! Oznajmił krótko i nie dopuszczając innej opcji. – Tam we wrześniu łowiłem piękne okonie. Jak dla mnie temat haczyków na skórzanym fotelu nie był cały czas zamknięty, a on już mi ustala docelowe jezioro. Wysiadłem więc na chwilę z samochodu i bawełnianą koszulką Lolka zacząłem delikatnie ściągać haczyki wzdłuż tylnego siedzenia zamocowanego w kombiaku którym mieliśmy jechać. Kiedy znalazły się tuż na krawędzi podstawiłem torbę papierową z nadrukiem  w której od jakiegoś czasu jeździła niedojedzona przez moją córkę drożdżówka. I ta bawełniana koszulka służąc mi jako delikatna miotła ostrożnie przesuwana po krawędzi fotela przepchnęła wszystkie spinningowe przynęty Lolka wprost do owej papierowej torebki z nadrukiem stacji benzynowej. Lolek oczywiście wyrażając swoje niezadowolenie ze złego traktowania jego wyposażenia nie zapomniał wyliczyć ile on na nie wydał i jakie są łowne oraz bezcenne. Na temat skórzanego fotela który po przedziurawieniu nadawał by się tylko do wymiany nie zająknął się ani słowem. Teraz mogliśmy już spokojnie ruszać w drogę. Prawie wszystkie jego bawełniane koszulki z nadrukiem były względnie bezpieczne. No nie licząc tej jednej w papierowej torbie która właśnie jechała razem z wędkarskimi przynętami do połowu szczupaków, sandaczy i okoni. Czyli ryb drapieżnych. Po wyjechaniu na trasę wrócił temat łowiska. Ja  znając jego autokratyczny charakter nie poruszając tematu skierowałem samochód w stronę pojezierza Łęczyńsko – Włodawskiego. On cały czas trajkotał o wybranym przez siebie łowisku. Jak tam jest fajnie, pięknie , wspaniale. Jak się opalał w słoneczne dni, zmókł w deszczowe. Oraz jak fajnie połowił gdy ryby były aktywne.  Przez całą drogę nie dopuszczał do siebie innej możliwości niż ta, że pojedziemy na wybrane przez niego łowisko. Mówił jakimi metodami będziemy łowić, na jakie przynęty – które zresztą musiał wybrać z torby papierowe z nadrukiem lublin. Od której strony zwodujemy łódź. Do której będziemy łowić bo musi być w domu na określoną z góry godzinę. Wysłuchawszy przez całą drogę jego „koleżeńskich” uwag jak i co zrobimy oraz jak i co ja mam konkretnie robić dojechaliśmy nad jezioro. Kiedy Lolek zobaczył na tablicy inną nazwę,  niż tą którą zakładał nawet nie starał się ukryć szoku że ktoś ośmielił się zrobić inaczej niż on zaplanował. 

Generalnie już w tamtym sezonie obiecałem sobie że nie zabiorę go już nigdy na wyprawę. Bo ze względu na jego charakter tylko się w duchu wkurzam.  Ale jego tata bardzo mnie prosił o kolejną wyprawę, i najwyraźniej bardzo mu na tym zależało.